hmmm... ja o części dowiedziałam się "w trakcie"... chciałam walczyć, wygrałam, dałam temu szansę i wybaczyłam ale nie zapomniałam... po mniej więcej roku dowiedziałam się, że jednak poszli wtedy na całosć i to jaaaak! ale to już było rozgrzebywanie starych śmieci, więc przeprowadziłam poważną rozmowę, taką ostateczną

i więcej do tego nie wracałam. Bo ja przez ten rok z tym walczyłam żeby zapomnieć aż tu nagle się okazało, że jeszcze nie o wszystkim mnie powiadomiono no i jak to zwykle bywa kłamstwo na swoich krótkich nóżkach wylazło, tym samym rozdrapując zarośnięte już prawie blizny.
Teraz wiem (hmm...mam nadzieję) że podziałało to ożywczo i otrzeźwiająco na ten związek i moja druga połowa już nie pokusi się na kłamstwo, wie, ile mnie to kosztowało. Bardzo dużo się od tego czasu zmieniło, ja nadal o tym często myślę i boli ale to miało swoje plusy, dla nas, zwłaszcza dla niego bo coś zrozumiał. Prawie mnie stracił. Wiem, że nie można być w życiu pewnym niczego ale ja teraz po tym wszystkim i po tym czasie mogę powiedzieć, że jestem pewna i niech tak zostanie.