Dziwne, ale prawdziwe
Mialam kolezanke, piekna, nie glupia, spokojna....za kazdym razem kiedy pojawial sie jakis facet, pozniej partner na jej drodze byl bardzo zazdrosny, wrecz zaborczy...czasami nawet agresywny. Ale ona tkwila w takich zwiazkach, czemu...do dzis zadaje sobie te pytanie...
Mam wrazenie, ze sa tacy ludzie (kobiety), ktore akceptuja taka sytuacje, milcza, poddaja sie woli drugiej osobie (calkowicie), posluszne....cierpia, ale to im chyba sprawia przyjemnosc, po prostu takie masochistki
Opowiem wam sytuacje:
Jestesmy na kontrakcie, mieszkamy razem w apartamencie...ona zaczyna spotykac sie z facetem, zblizaja sie do siebie, juz jest wiadomo, ze sa razem (sa ze soba ponad 2 miesiace
On stawia warunki, jest kosmicznie zazdrosny....
Z kazdego spotkania wraca zaplakana, opowiada, ze cierpi, ze ma juz dosc tego wszystkiego, nawet mowi, ze ja szantazuje i straszy, ze ja zabije ....
Kontrakt zbiza sie ku koncowi, mamy zmienic miejsce - wyjechac...
Ona wraca jak zwykle zaplakana, mowi, ze brala spokojnie kapiel, on zaczal ja staszyc, ze zaraz wrzuci jej suszarke do wanny itp , ze ma zostac z nim
Po czym spakowala sie i mowi, ze nie jedzie z nami, ze zostaje z nim
Wiec wnioski sie same narzucaja...przeciez to jest glupota, pakowac sie w taki zwiazek...
Dla mnie jest to przyklad osoby, ktora nie ma szacunku do samej siebie, pozwala soba manipulowac i mysli, ze juz lepsza szansa jej nie spotka w zyciu (ale przeciez nie moglo byc gorzej
Taka osoba cierpi, placze, ale czerpie satysfakcje z tego cierpienia i wierzy, ze ona jest dla niego boginia, dlatego jest tak zazdrosny
Pozniej jeszcze mialysmy okazje wrocic do tego miejsca na inny kontrakt....
On byl disc jockeyem w klubie - wchodzimy do klubu, ona siedzi w stoliku kolo niego, my siadamy do innego stolika...
Podeszlam do niej spytac, co u niej slychac itp...nie byla za bardzo rozmowna...spytalam sie czy przesiadzie sie do nas do stolika, aby porozmawiac...ona powiedziala, ze nie, bo on nie pozwala, poza tym musi miec ja na oku :lol:
To jest jakas paranoja, nie wierzylam wlasnym uszom
Oczywiscie nie bylo sensu z nia nawet utrzymywac kontaktu, bo ona juz nic nie mogla zrobic bez jego zgody..
Historia ta konczy sie tym, zostala jego zona, zaszla w ciaze...niektore osoby widzialy ja z nim na dyskotece (nawet jej strzelil w pysk
Co teraz sie z nia dzieje, to niestety nikt nie wie...
Odseparowal ja zupelnie, od ludzi, przyjaciol...
Jak inaczej mozna nazwac taka osobe jak nie masochistka, swiadomnie wybrala taki uklad, wiedziala co bierze....a byla wolna i niezalezna...... cos strasznego
Ale przekonalam sie, ze takie osoby po prostu istnieja...
pozdrawiam Kamila :)







