Post
autor: majamajamaja » 16 paź 2009, 10:02
Marta, Chiquita i Nina, dzieki za odpowiedzi.
No, dla ludzi z trzeciego swiata my jestesmy chodzacymi portfelami.
Z tego co pamietam, w latach 80tych my patrzylismy na "zagranicznych" podobnie. Tylko ze nikt na glos nie wypowiadal zyczen typu "Chanel" i "CK". A oni wala prosto z mostu.
Wiecie, ja rozmawialam z mezem o tym i on niby przytakuje. Ale kiedy dostanie wiadomosc od siostry, co na jej urodziny ma kupic (z moich pieniezy, hehe) to musi to byc zrealizowane. MUSI. Ja moge tylko zminimalizowac wydatek kupujac cos mniejszego.
Dziewczyny, jesli stane okoniem, ze nic nie kupie, to jest katastrofa! Maz obrazony, nie rozmawia, poza tym, ze ja ich nie szanuje i ze i tak sam jej kupi (tylko, ze wtedy znowu z moich pieniedzy, hehe).
Wiem Nina, ze w zasadzie nie ma problemu, bo to ja decyduje o tym, co kupuje i czy w ogole to robie. Tak jest od paru lat. Tylko ze mnie w tym roku to ostatecznie wkurzylo, ze dziewcze tak wymusza!
Mam inne pojecie potrzeb osob, ktore nie maja duzo pieniedzy.
W dodatku jeszcze wzbudza we mnie wyrzuty sumienia, bo nie chce jej kupic, czego sama uzywam...
I jeszcze, zeby dokonczyc: dla mnie to jest pustota, kupowanie kosmetykow i slodyczy kobietom. W krajach muzulmanskich wlasnie to kobiety dostaja: zeby nie za duzo myslaly (najwyzej o makijazu) i robily sie grube. Ja mojej bratowej podarowalam swoj aparat fotograficzny i od tego czasu widze w necie, ile zdjec nim robi.
Ale nie jestem zbyt odkrywcza, zeby taki prezent robic co roku.
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki